Wyniki IV Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego "O Złoty Karton III LO" pod hasłem "Klatka na oścież"

W piątek odbył się finał kolejnej edycji Złotego Kartonu. Niektórzy z uczestników potraktowali hasło konkursu – “Klatka na oścież” jako temat, niektórzy zupełnie nie. Ani w jednym, ani w drugim przypadku nie było pomyłki, ponieważ hasło było pretekstem, nie typowym tematem, którego należy się kurczowo trzymać. Można było się tym haslem zwyczajnie zainspirować, jeśli komuś pomógł taki motyw w pisaniu, to świetnie. Nie chodzi nam jednak o to, by hasło Was ograniczało, dlatego ta inspiracja mogła być naprawdę luźna. Natomiast niezmiennie w konkursie wygrywa po prostu dobry wiersz.
Zanim ujrzycie nazwiska laureatów i wyróżnionych, zobaczcie komu chcielibyśmy podziękować, wśród Sponsorów w tym roku znaleźli się:
Wydział Edukacji UM Wrocławia, Związek Nauczycielstwa Polskiego, restauracja Panda Ramen, Cafe Rozrusznik, Pizza Station, Delikatesy T&J, Narodowe Forum Muzyki, Opera Wrocławska, Teatr Współczesny, Teatr Pantomimy, Teatr Lalek, Teatr Muzyczny Capitol, DCF, Multikino Pasaż Grunwaldzki, Rada Rodziców III LO

  KOMUNIKAT KOŃCOWY JURY

IV Ogólnopolski Konkurs Poetycki

„O Złoty Karton III LO“ pod hasłem „Klatka na oścież“.

Konkurs, jak co roku, był adresowany do uczniów szkół ponadgimnazjalnych.
W tym roku wzięło w nim udział 48 uczniów-uczestników z całej Polski.
W jury zasiedli wrocławscy pisarze i poeci: Elżbieta Kołodziejczyk, Jacek Bierut, Klara Nowakowska oraz Justyna Paluch z ramienia organizatora. Jury wyłoniło następujących laureatów:  
I MIEJSCE:
Aleksandra Pytlińska (Pytla) – LO Nr XIII – Wrocław
II MIEJSCE:  Joanna Suppan (Dykta) – LO Nr III – Wrocław
III MIEJSCE: Aleksandra Maj (Chmurka) – LO Nr I – Białystok

WYRÓŻNIENIE ZA WIERSZ O WROCŁAWIU: 

Joanna Suppan (Dykta) – LO Nr III – Wrocław

WYRÓŻNIENIA ZA ZESTAW:
1. Zuzanna Antonowicz (Fobian) – LO Nr V – Wrocław
2. Karolina Bartochowska (Caroline) – IX LO z Oddziałami Dwujęzycznymi – Rzeszów
3. Weronika Sandomierska (K.R.) – IX LO z Oddziałami Dwujęzycznymi – Rzeszów
4. Karolina Babczuk (Fantasmagoria) – LO w Zespole Szkół Salezjańskich DON BOSCO – Wrocław
5. Konrad Marcjan (Mefistofeles) – LO III  – Świdnica
6. Urszula Żmuda (Z.K.) – LO Nr XVII  – Wrocław
7. Anna Grzegorowska (HESIA) – LO Nr XVII – Wrocław

NAGRODA SPECJALNA STOWARZYSZENIA ABSOLWENTÓW III LO
Oliwia Piątek (szukam) – LO Nr III – Wrocław

WYRÓŻNIENIA ZA WIERSZ:
1. Dawid Dziurzyński (króliczek frankensteina) – Zespół Szkoł Nr 1 – Wrocław
2. Marta Mazur (lillith) – LO im. Janusza Korczaka – Bolesławiec
3. Jagoda Hanuszewicz (niebieska doniczka) – LO Nr III – Wrocław

Poniżej nagrodzone wiersze.

Aleksandra Pytlińska

„Kwiaty Ciszy”

I akurat, gdy wielbłądy zamieszkały mój język,

Przestałam mówić.

Stary lęk wrócił odziany w rzeczywistość.

Piasek wlewa się przez usta,

A moje własne słowa toną.

Na dno pierwsze idą spółgłoski.

Zawsze były dla mnie zbyt ciężkie.

Zwykle nie krzyczałam.

Nauczyłam tego także moich zdań,

Więc gdy znikają w ruchomych piaskach,

Nie mówią nic.

Wiedzą, że utoną i nie czekają na ratunek.

Nikt nie usłyszy krzyku, który nie istnieje.

Zaczęłam uprawiać ciszę.

Pielęgnuję ją i rosną z niej piękne kwiaty

Od hałasu zawsze więdły, upadały, płakały.

Teraz, gdy już mają swoją siłę,

Stworzyły las w moich ustach,

Mający korzenie w pięknej pustyni.

Często płaczę.

Łzy są zbyt nieśmiałe, by wyjść na świat.

Brak im odwagi, by spotkać nowych ludzi.

Dlatego zostają w środku,

Podlewają moje rośliny

I sieją nowe.

Z braku miejsca tym razem w oczach.

Przydadzą się tam,

Ostatnio tak mało widzę piękna.

„Rozmowa”

Słyszę śpiew ptaka.

Gra wyraźnie, abym dobrze go zrozumiała.

Opowiada mi historię o swoim życiu,

Jak wielu stracił braci, ilu może jeszcze zyskać.

Układa wiersze o jego łąkach i polach.

Zamykam oczy i myślę,

Jak cudowne muszą być miejsca

Gdzie nie stała stopa człowieka.

Czasami przerwie nam jego kaszel

Powiedział, że ostatnio często choruje.

W lesie nastała jakaś okropna epidemia.

Nagle rozległ się w oddali strzał,

A ptak zaczął śpiewać coraz głośniej

Z paniką w wysokich i cienkich melodiach.

Wychylam głowę przez okno,

szukam mojego przyjaciela.

Nagle on zniża głos, jakby się chował.

Zmienił ton, oswoił nawet spokój.

Mówi mi po cichu w zaufaniu,

Że mam nie tracić nadziei na dobrych ludzi,

Bo nie każdy jeszcze jest zły.

Jednak są tacy,

Których nawet skowronek chciałby zabić.

Następuje drugi strzał

I nastała zupełna cisza.

 „Dwie mnie”

I zgasły dla mnie światła.

Przejrzałam w końcu na oczy,

W ciemności dopiero zaczęłam widzieć.

Przy blasku nocnego nieba

Zauważyłam na granicy snu inne myśli,

Dziewczynę o ciemniejszym błękicie oczu.

Opowiedziała mi, co się działo,

Gdy zgubiłam ją na chwilę.

Czekała na mnie każdej nocy,

Gdy ja uśpiona pod księżycem,

Śniłam o lepszym dniu.

Wróciłam do niej,

Jak miłość wraca po wojnie.

Jesteśmy razem, a głowa boli coraz bardziej.

Czy nie ma miejsca w niej na nas dwie?

Czy jedna musi zniknąć, by druga mogła istnieć?

Joanna Suppan

ku światłu 

znikamy

bezsłownie 

wyzbyci rąk

i charakterystycznych promieni

zrzucając powinność

gubiąc talizmany

dosłownie

znikamy

mim mimoza

poszarpanego wiatrem

zwilgotniałego do szpiku 

popchnięto na skraj

zaczaił się ruch

dotąd nie wykonany

chciano wiedzieć

dlaczego nie morzem

chyba lepiej że śni

pływając w szmaragdach

ucieka dotykom

nie liczy sił

wyprzedzany momentem

nie odda się

na otwarcie

(kategoria: wiersz o Wrocławiu)

blokujemy 

występują stadami

w wielu dzielnicach

jeszcze przed Bielanami

już na Popowicach

dawno osiadły

i tak zostaną

przyszłość odgadły

tą zabetonowaną

mknąc ulicami

strychów nie widzimy

żonglując drogami

tą jedną dążymy

na każdego czeka

blok jakiś lub klatka

brak w nich człowieka

jest tylko sąsiadka

kiedy spadniemy

jak chleb dla gołębi

nie odczujemy

upadku głębi

chyba że przelot

otworem stanie

formując splot

w jedno mieszkanie


Aleksandra Maj


***

bum bum
szeptało
otwórz
tutaj jest mi już
ciasno
utyły moje kształty
odkąd kocham słońce
deszcz wiatr śnieg
błoto na noskach butów
kałuże z wodą jarzmioną
cichnącym powietrzem
płyn napełniający odcisk podeszwy

więc
zachrypiała klatka
zawiasami z kości

miejsca było już dosyć

*** 

wszedł do kabiny
trzasnęły zamykane drzwi

krótko spłukiwał szampon
piana spływała po ciele
pachniało aromatem cytrynowym
samochodowej zawieszki

błyszcząca stalowo rura
oplotła mu plecy nad płucami
odetchnął głęboko
pierś nadęła się lekko

uniósł słuchawkę do twarzy
pił płyn płynący strumieniem
uchyliwszy wąsko usta
kiedy uznał że wystarczy
sluchawkę odwiesił
usta zatrzasnęły się
nie śpiewał nigdy

szyby prysznica
wycierał kärcherem metodycznie
żeby inni nie byli inni
stwierdził
lustro przytaknęło automatycznie
w symetrycznym lusterku
odbijając szereg zaparowanych kabin

Gaja nuci kołysankę

jej ciało drżało
kiedy wychylona w kontrapoście
skłoniła się do stóp
i objęła brzuch dłońmi
szepcząc do niego
nucąc kołysankę światu

miała przy sobie wszystkich
sturękich i jednookich
tytanowych i tego syna
którego zdecydowała się
uprzedzić z powodu
z jakiego on podjąłby działanie

oni mają zbudować jej wnętrzności
ale kurczy się żołądek
pod ciężarem niestrawnego budulcu
gaja boi się
konfliktu serologicznego
a także
wchłonięcia składników z ich ciał
w siebie
dodatkowych rąk
wypłyniętego oka
długiego cienia

usta otwiera w jęku
wypluwa u swoich stóp
miazgę śliny i surowego mięsa
z ziemią mieszając to
co już się nie zmiesza
z błękitem płynnym

nuci kołysankę światu


Zuzanna Antonowicz


***

co może w życiu robić ktoś taki jak ja

czego ma słuchać i gdzie się obracać

jak trzymać się prosto i rzadziej przewracać

co pić czego nie pić z czym mieszać czym zagryźć

gdzie wysiąść i jak by nie przegapić stacji

i zdążyć coś nagrać i coś zagrać i coś wygrać

                            CKN 

Lękam się - lękam się, że jestem dziwakiem

I pisać o mnie będą jak o nieszczęśniku

Lękam się, że nie znam hasła więc po cichu

Będę chować się, farbować się - dla niepoznaki

Lękam się, że stracę kompas, oko, głowę

Lub że przegram w trzeciej wojnie opiumowej

Z bezbożnymi w takcie wejdę w nekrologi

Zwłoki wrzucono do mogiły zbiorowej

            ELEGIA PROKONSULA

postanowiłam wrócić do starego domu

nowe mieszkanie nie chciało

objąć mnie w swej syntetyczności

więc postanowiłam wrócić i przytulić ściany

tej brzydszej i bardziej szarej posiadłości

wracam tam bez żalu i nie mam w sobie wstydu

nie jest przykro i nie trzymam wspomnień

tu właściwie mam już małe wszystko

więc odcinam stare metki i rzucam je w ogień

nie gram już nie muszę dłuższe mam zasłony


Karolina Bartochowska

„Z a p y t a n i e”

Gdzie mam szukać miłości, Platonie,

W jaskini pełnej skrępowanych ludzi,

których tak trudno jest mi obudzić?

Skąd mam nabrać nadziei, Pandoro,

W puszce pełnej nieszczęść po brzegi same,

której jest wieko wciąż odkręcane?

Jak mam dostrzec istotę człowieka, Matko Tereso,

W świecie oczu na miłość ślepych,

których nienawiść i wojna to największy przepych?

Skąd mam klucz do kłódki zdobyć, Mickiewiczu,

W tym ciele pełnych kluczy różnych?

Jak piersiową swą klatkę otworzyć,

Jak światu w cierpieniu ulżyć?

Gdy czuję już zagubienie, gdy opadają mi ręce

Czytam Twe ważne słowa: „Miej serce i patrzaj w serce”.


Weronika Sandomierska

Wyznania Pewnego Wrażliwca

Stoję sobie na ulicy,
w cieniu starej kamienicy
patrzę w deszcz i ty też…
I ty też…?
W twoich szarych, smutnych oczach
widzę same ostrożności,
pęta twojej nieśmiałości,
które tłumią zadziorności,
powstrzymują namiętności…

Ludzie spieszą chodnikami.
Uciekają przed kroplami
tak jak ty przed kłopotami,
problemami, pomysłami i… zmianami
w zimny deszcz…
Patrzysz na nią tak zazdrośnie,
no bo czemu tak radośnie
rzuca wszędzie uśmiechami,
zwłaszcza w ławkę z sąsiadkami
niczym szuler szachrajstwami…

Dumasz sobie tak bezgłośnie.
W twojej głowie, myśli, słowie
dwie natury równe sobie.
Więzień – strażnik jednocześnie
w kinie, w parku, w tłumie, w mieście…
Zrób to! Nie rób!
Skończysz wreszcie?
W wolnym kraju, wolnym świecie
ty w niewoli,
swojej własnej tej… kontroli.

Uciec, wybiec, krzyknąć – Jestem!
lecz niepewność, strach, obawy
każda ciągnie w swe koszary
iluzyjne bezpieczeństwo.
Oto całe me jestestwo!

Żyję w klatce izolacji.
Brak emocji.
Brak reakcji.
I brak jej: Nieakceptacji.

Dajesz komuś klucz do siebie,
dając samym tym narzędzie
Mapę – myśli, uczuć, marzeń…
Z zaznaczonym punkt po punkcie
miejscem całej bezradności
otoczonej w swej nicości
twojej wiotkiej bezbronności,
którą klucznik, jeśli zechce,
może ranić tak… boleśnie.

Ile razy zajrzę w siebie,
tyle razy widzę ciebie.
Po dwóch stronach na ulicy
tacy sami samotnicy.
Pierwszy krok, ten najtrudniejszy,
zrób ty pierwszy!
Lecz nie zrobisz,
zbyt się boisz…

Więc ja przejdę.


Karolina Babczuk

***

Cisza
To lepki wiatr

Oplata moje kości

Tuli je
Klei do siebie
Odłamki

Opuszczonych kości
Tamtej strony

***

Oddawanie kości
Nie jest trudne

Tylko
Kropka

Nie będzie bolało

Chociaż
Trochę szkoda

Dźwięk ziemi
Słuchaj

Kap kap

Nie będzie bolało

I mówię ci
Ziemi nie usłyszysz

Ale ona wie

Kap kap


***

Cisza

Na chwilę
W moje
Uszy

Przynajmniej
Za dnia

Gdy poruszasz ustami
Dla mnie
Masz

Tylko szum

Człowiek to transformator
Ale co
Gdy

Nie możesz liczyć
Miesięcy
Ani dni

Bo nie słyszysz zegara
A tarczę musisz wsunąć
Niemal w twarz

By zobaczyć

Mam 22 warg
Nie-mych warg

Konrad Marcjan

Noc

 Wędrowiec wyszedł na prostą

Idąc przed siebie, widział kilka jasnych punktów jarzących się na horyzoncie

Podkreślały one ciemne i kanciaste kontury dziwnych konstrukcji

Które, w miarę jego tempa, zbliżały się do niego

Być może to właśnie owe światła rozjaśnią jego następny dzień

Doprowadzą go do celu tułaczki

A rankiem pozna prawdziwe oblicze dziwnych kształtów

Wieczór

Człowiek nieustannie zmierza przed siebie

Podąża ku zapomnieniu zostawiając za sobą schyłek dawnych dni przy ledwo rozjaśnionym horyzoncie

Podąża przed siebie nie widząc otaczającej go ciemności, która zewsząd coraz bardziej go pochłania

Na nieboskłonie przyświeca mu lustrzane odbicie słońca odziane w ciemne poszarzałe barwy

Mimo wszystko jest to światło potrafiące doprowadzić go do końca podróży

I jeśli tylko tego zechce, otuli go swym mizernym, lecz istniejącym blaskiem

 

Urszula Żmuda

***

W krytycznych stanach

Swojej masy

Nie udźwigną

Kruche kurze nóżki

Pięknie upierzone ptaki

Zostały tylko

W książkach dla dzieci

Nie ma braci mniejszych

Jest chłodne kalkulowanie

Co się opłaci

Wolę dziki w lasach

Krowy na pastwiskach

A kury w kurnikach

Więzimy naturę

Na ludzkich zasadach

Ona ledwo zipie

Za dużo wymagamy

 

Zostawiam klatkę

Otwartą na oścież

Bo jeszcze

Tańczy nadzieja

Na krawędzi

   Bunt

Ta starość to do dupy

Powiedziała

Wychodząc z tramwaju

Idzie teraz

Wolnym krokiem

W brzoskwiniowym płaszczu

Oczy ma zmęczone

Skórę zwiotczałą

Od nadmiaru

Upływającego czasu

Wysłużone ciało

Nie nadąża

A przecież

Ona chce tańczyć

Bezkarnie

Do późnej pory

Chce być wolna

Wyrwać się z rąk

Starości


Anna Grzegorowska

Co to znaczy kochać? 

Wspomnienia zalewają nasze myśli,

Niczym rwąca rzeka wylewają się z koryta,

By przypomnieć nam co było naszym smutkiem, szczęściem.

Oczy stają się szkliste,

ciało skrapla się rosą,

a my musimy trwać w tym amoku samotnie.

Krzyczymy, milcząc.

Biegniemy, stojąc

Kochamy, nienawidząc.

Spojrzenia pełne tęsknoty wpatrują się w znajomy krajobraz.

Codzienne podróże przez miejsca pełne różnorodnych uczuć nie należą do łatwych.

 

   Wiara.

Wierzę w ciebie.

To tylko trzy słowa, ale o wielkiej mocy sprawczej.

Siłą dorównują Kocham Cię.

Co to znaczy wierzyć?

Można by rzec, że jest to coś w rodzaju powierzanie życia. Nawet w decyzjach, które są oczywiste, jak kupno długopisu.

Trzeba wierzyć.

Ufać.

Staramy się robić wszystko jak najlepiej.

Jesteśmy jednak tylko ludźmi.

Możemy zawieść, możemy wybrać źle.

Mimo to zawsze znajdzie się ktoś, kto w nas wierzy, kto nas kocha, ktoś kto nam ufa.

Wierzę, że dzięki nim jesteśmy w stanie osiągnąć nieosiągalne,

pokonać niezwyciężone.

  Oliwia Piątek 

Ludzie ubrani na czarno

Szukają nadziei w żałobie

Wykleili sercami całe miasto

Chcąc kolor krwi

Zamienić w kolor siły

Dziwi ich świat

W którym pluje się na trumnę wroga

Rozpruto mi wczoraj klatkę piersiową

Zastanawiam się

Czy i do mnie się dobiorą

Ci co rozdają etykiety zamiast naklejek

Dopijam kawę

Wsłuchując się w nieme szepty sąsiadów

Ciekawe kogo jutro powieszą bez nienawiści

 

Po uwolnieniu kanarka

Z otwartych puszek po ananasach

Wylewa się mętna woda

Woda z mózgu

W dodatku mętna

Właśnie tyle mi zostawiłeś

Wlewam Cię do szklanki

I rozcieńczam mineralną

Nie łzami

Żółty opada na dno

Razem z ostatnim uśmiechem słońca

Wyzeruję na noc

Dobranoc

Tramwaj

Ograniczone kamienice

Na dnie spodka filiżanki

Chia smakowała nudnymi myślami

Łyżka po łyżce

W plecaku zostały tylko wodorosty

Kieszenie powypychane

Nakrapianymi słonecznikami

Znowu utonęły w żółtym polu rzepaku

Z niczym

Niesamowity sztukmistrz

Zapadł w pamięć swoim uczniom

Po formie

Okulary też mogą zardzewieć

Jak oczy po maratonie

Neonowych reklam

Goździki znieczuliły szorstkość szklanki

Zdrętwiałą z wiatrem

Cisza

Dawid Dziurzyński

wiersz skazany na przegraną

na ławie oskarżonych
biały wiersz
zwykły
pozbawiony metafor

sędzia ogłasza:
Powstańcie! Tego się sztuce nie popełnia.
Chaos, banalność – co w swej herezji myśli?
Jak skrystalizować liryczne Ja, gdy go nie ma,
wskazać środek stylistyczny, którego nie widzi,
odnaleźć głębię, skoro jej się wypiera?
Tak nie piszę się liryki, tak nie piszę się poezji!
Poezja to szept Boga do ucha,
my chcemy czytać o cierpieniu – nieszczęśliwej miłości,
o młodości, co w mgnieniu upłynęła,
o patriotyzmie, wojnie, jej ofiarach klęski,
o wolności, klatce otwartej z ukrycia,
o naturze i pięknie, niemym krzyku ziemi,
o śmierci, o esencji naszego życia,
o absurdzie otaczającej rzeczywistości.
Swą poprawnością zachwyca:
okalającym układem, monorymami,
niezwykłą biegłością strun języka,
uznany między sonety, limeryki czy fraszki.
Skazany, niech przyzna przenośni, której zaprzecza,
odrodzi prawdę; oksymoron zapłonie. Do broni!

wiersz wstaje:
“Litwo, Ojczyzno moja!”

i cała sala zaczyna bić brawo.

Marta Mazur

Zabierz mnie na daleką przechadzkę
Po ruinach twych upadłych nadziei
Pokaż mi każdą jedną rzekę
W którą wchodziłeś dwa razy
Przenocuj ze mną w ciemnym lesie
Tam, gdzie oswoiłeś wilcze instynkty
I zaprowadź mnie na urwisko
Z którego chciałeś kiedyś skakać
Daj mi spojrzeć w tę przepaść
By zniweczyć ją między nami
Spal za sobą mosty obaw
Dopiero po tym
Wypijmy kieliszek zrozumienia
Będąc po przeciwnych stronach
Na wysiedzianych krzesłach w restauracji
Pomińmy mdłe przystawki złożone z półprawd
Przechodząc do dania głównego
Rozbierzmy się z wątpliwości
Zostawny wstyd przed progiem łoża
A bliskość będzie na deser

Jagoda Hanuszewicz

piersiowa

nacinam skórę pod  kątem

ostry zapach zatruwa miejsce

chcę otworzyć cię na oścież wyciągnąć 

serce

naprawić

i wsadzić z powrotem

Gratulujemy wszystkim nagrodzonym i zapraszamy za rok do udziału w kolejnej edycji!

justa poniedziałek, 18 marzec 2019 - 09:48 am | | Domyślne

Brak komentarzy

(pole opcjonalne)
(pole opcjonalne)
(Ochrona antyspamowa)
Zapamiętać informacje o tobie?
Uwaga: Wszystkie znaczniki HTML poza <b> i <i> zostaną usunięte z twojego komentarza. Możesz dodawać linki wpisując po prostu adres URL lub e-mail.