Otwarta scena poetycka

W sobotę zamiast na dwa nagrodzone spektakle Teatroteki (nowego projektu teatru telewizji) przywiezione z warszawskiego festiwalu postanowiłem wybrać się do Galerii "Ślimak" Anety Dotki. Było warto. Z Hurtowników przybyła jeszcze Marysia i podziela tę opinię.

Przyszło 10 osób, w tym 3 zawitały w Ślimaku pierwszy raz. W sam raz, nie było tłoku, a różnorodność grupy była całkiem duża.

Z jednej strony było to spotkanie przy herbacie i czymś do przegryzienia. Z drugiej było to spotkanie z tekstem, wierszem. Z trzeciej, spotkanie z człowiekiem, z duszą, z poglądem. Była to trzecia edycja tego wydarzenia, więc Aneta zaproponowała nam rozwiązania organizacyjne z poprzednich spotkań. Zdecydowaliśmy, że przeczytamy po parę swoich wierszy, a reszta będzie głosować, który z naszych tekstów im się najbardziej podobał. Wszystko było dobrowolne - jeśli Tomek debiutował i nie chciał niczego pokazywać, nie musiał. Po zebraniu głosów ujawniliśmy je i wnikliwie rozmawialiśmy: o genezie, o tym, dlaczego ten właśnie się najbardziej spodobał, czyli również dlaczego nie inne - ustaliliśmy, że korzystamy z okazji spotkania w raczej nieznającym się nawzajem gronie i próbujemy przekazać sobie jak najwięcej, również uwag krytycznych.

W międzyczasie same nasuwały się tematy poboczne, na które (ośmieleni klimatem, który z nieznajomych uczynił nas... nie tak nieznajomymi) całkiem chętnie się wypowiadaliśmy. Aleksiej przeczytał nam wiersz, w którym mówił o pisaniu poezji ze szczęścia. Pytaliśmy się więc nawzajem, czy dobra poezja powstaje tylko wtedy, gdy człowiek jest bardzo nieszczęśliwy. Wyszło na to, że nie. A nawet na to, że nie trzeba być ani szczególnie nieszczęśliwym, ani szczególnie szczęśliwym, nie trzeba być nawet zakochanym - czasem warunkiem jest po prostu odpowiednia przestrzeń dla myśli, chwila oddechu; stan emocjonalny niekoniecznie wszystko determinuje.

Z kobiet były wśród nas tylko (w sensie ilościowym oczywiście, 3:8) Aneta, Maja i Marysia, zaciekawił nas więc termin "poezja kobieca" - który wg Mai nie opisuje jej stylu pisania; zastanawialiśmy się, jaki ma wydźwięk, czy akceptujemy tę nazwę i jak się do niej ustosunkowujemy. Udało nam się też namówić Aleksieja, by przeczytał nam swoje wiersze, mimo że (i trochę też właśnie dlatego, że) dwa z nich napisał w języku rosyjskim. Niektórzy rozumieli trochę, inni zupełnie nic, ale język płynął pięknie. Autor opowiedział nam, o czym jest wiersz, i okazało się, że rosyjski wygrał z polskim - była więc poruszona kwestia formy i treści. Oczywiście opowiadanie o wierszu było dłuższe od samego wiersza (kolejne ciekawe spostrzeżenie).

Skoro mowa o formie i treści, zastanawialiśmy się też, czy i jaki sens ma ocenianie. Niektórzy stwierdzali, że nie chcą oceniać formy, inni, że nie chcą oceniać treści. Dyskutowaliśmy nad znaczeniem pojęć z teorii literatury - czy są niepotrzebnym narzędziem szpanu czy aparatem pojęciowym do mówienia o tekście. Niektórzy z nas w ogóle nie myślą o słowach takich jak antyteza i metonimia, a niektórzy myślą o nich nawet podczas pisania własnych wierszy.

Akurat zebrał się taki zestaw, że mieliśmy do czynienia głównie z wierszami wolnymi i białymi (tego nie wiedzieliśmy, bo z reguły nie czytaliśmy, tylko słuchaliśmy tekstów - co również okazało się dość trudne do oceniania, kolejny wniosek) a rymy pojawiały się w kontekście prześmiewczym i umyślnej (bądź nie) grafomanii. Pochwaliliśmy się dwoma sonetami. Gdyby wywołane zostały inne wiersze, pewnie rozmawialibyśmy na temat tego, jak postrzegamy wiersze rymowane i nierymowane.

Dużą dyskusję wzbudziło pytanie, czy trzeba autentycznie przeżyć emocje, by pisać o nich dobre wiersze. Czy wyobraźnia może nam to zastąpić? Co z empatią? Co z dojrzewaniem i pisaniem o śmierci za nastolatka a za dorosłego, który już jakąś bliską śmierć przeżył? Czy w ogóle możemy pisać o śmierci, skoro nikt z nas jeszcze faktycznie nie umarł? Trudno powiedzieć.

Poruszyliśmy sporo rzeczy, więc nie wszystkie tu przytoczę. Mówiliśmy o formule i sensowności slamu. Dotknęliśmy też tematu banału i usprawiedliwionego banału, dotknęliśmy tego, że "wszystko jest już napisane"... Mówiliśmy też o tym, jak działa Hurtownia, na czym polegają nasze spotkania, czy mamy wspólny styl pisania, jak wyglądają wzajemne inspiracje, czy jest coś takiego jak "warsztat wierszy", czy zgromadzeni w Ślimaku potrafiliby napisać coś w zadanym ćwiczeniu w krótkim czasie, albo przynajmniej czy im się tak wydaje...

Łamaliśmy też słowa, tłumacząc znaczenia pewnych nieoczywistych wyrazów Aleksiejowi i Jurijowi. "Sielanka" po rosyjsku oznacza w końcu "wiejską dziewczynę".

O przeczytanych wierszach mówiliśmy dużo - wprawdzie nie wykreślaliśmy wersów, jak się czasem udaje na Hurtowni, ale przekazywaliśmy swoje emocje i odczucia.

Spędziliśmy ze sobą 5 godzin. Triumfowało to, że każdy z nas ma tę samą poezję, a jednocześnie zupełnie inną. Że porozmawialiśmy na temat tego, co czujemy. I nie tylko tego, co czujemy w sobie samych, ale i co czujemy wobec tekstu drugiej osoby. Dużo przekazu myśli i przede wszystkim pewna swoboda i zaufanie - to było niesamowite. Być może nawet zasiały się jakieś inspiracje, kto wie.

No, to teraz każdemu, kto dotarł aż tutaj, mogę zareklamować, że następne takie spotkanie (być może w trochę innej formule, znów wybierzemy) odbędzie się we środę 14 marca o 19:00 w Galerii "Ślimak" na pl. Konstytucji 3 Maja 4, wejście od podwórza Dąbrowskiego 37.

Myśliwy wtorek, 20 luty 2018 - 10:48 pm | | Domyślne

Brak komentarzy

(pole opcjonalne)
(pole opcjonalne)
(Ochrona antyspamowa)
Zapamiętać informacje o tobie?
Uwaga: Wszystkie znaczniki HTML poza <b> i <i> zostaną usunięte z twojego komentarza. Możesz dodawać linki wpisując po prostu adres URL lub e-mail.