Wyniki listopadowego mini-konkursu..

..między wierszami

Mam nadzieję, że darujecie mi, iż w tym poście nie same wyniki wybrzmią, ale jeszcze moje jakieś trzy grosze, ale do rzeczy. Nad wierszami z listopadowego konkursu, których mieliśmy cztery do przeczytania, zasiedliśmy w gronie 5-osobowym. Ciekawe teksty przysłaliście, oceniając jednak trzymaliśmy się ściśle zasad, które sami narzuciliśmy. Całość miała mieć pewną spójność, sens, więc też oczekiwaliśmy połączenia tytułu z całością wiersza. Najbliższy temu był dla nas Marek, tytuł wiązał się tu z wierszem, a sam wiersz napisany ciekawie, niebanalnie i intrygująco. Dziękujemy, nagroda już jest w drodze. Musimy dodać w tym miejscu, że Marek jest zwycięzcą naszego konkursu po raz kolejny, bardzo się z tego cieszymy, gdyż naprawdę obecnie przysyła świetne wiersze. Ale oczywiscie wciąż czekamy na nowych autorów, nie bójcie się próbować, nawet jeśli nie wygracie, to zawsze poćwiczycie trochę warsztat. ;)

A teraz moje trzy grosze czyli zupełnie o czym innym, choć o wierszach przecież

Każdy z nas jest w innym miejscu życiowej drogi i albo odbierze jakiś wiersz czytajac go "przez siebie" albo też ten wiersz w ogóle do niego nie trafi. Ja zawsze, gdy sięgam po Tymoteusza Karpowicza mam w sobie taki lęk, że przecież choć bardzo go cenię i lubię, może się zdarzyć, że wcale go nie zrozumiem. Tak zresztą było nie raz.
Teraz sama jestem w takim momencie, że na czytanie mam naprawdę mało czasu, choć głód jest we mnie nieustanny i plany przeczytania tego, i owego. Tymczasem na horyzoncie pojawia się Karpowicz i wszystkie plany schodzą na ten dalszy, a pozaczynane lektury muszą czekać.
Właśnie kupiłam jego dzieła zebrane, 5 tomów, otworzyłam I tom na pierwszym wierszu i wsiąkam. Okazuje się, że ten pierwszy wiersz zatrzymał mnie na kilka dni i naprawdę zwyczajnie się nim cieszę, dlatego też chiałam się z Wami nim dziś podzielić i mam nadzieję, że odbierzecie go każdy jakoś, dla siebie, "przez siebie", a jeśli nie, to przecież nic nieszkodzi, może po prostu innym razem... :)

A może przyjdzie Wam ochota podzielić się tu z nami słowami zupełnie kogoś innego?

Tymoteusz Karpowicz

Ziemia nadodrzańska

Wytrzeźwiałem ze słów wielkich. Nie mam różowych snów pod głowę.
Są płaskie brzegi Odry, malowane w desenie szuwarów.
Jestem tylko zajęty ojczyzną na co dzień -
domem ocalałym z pożaru!

Już wyszły konie zaprzężone do spłachci ugorów.
W olbrzymim rańtuchu pól drzemią opasłe, rdzawe obłoki.
Plewy odwiane od ziaren wiatry wilgotne zbiorą,
młodą miętę otroczą.

Ufam ziemi, którą wiosna ciepło
mgłą bronuje, zasiewa kroplami deszczu.
A wieczorem, gdy nów gwiazdę podkreśli ostro,
dżdżownice wychodzą pić rosę.

Haruję - budowniczy łanów, bo pełny kłos w dłoni
jest teraz złocistą kielnią. Myśli proste jak miedze, żytnie.
Dom chlebny. W jego oknach szare niebo dzwoni
na życie zwykłe.

Wyprzęgam wreszcie z rąk swych dudniące oddechem kare.
Kto wie, jak glinę nadodrzańską ukochał mój lemiesz?
Wracającym pod wiatr do zagród
przestrzeń czoło otrze zielenią.

justa poniedziałek, 07 grudzień 2015 - 11:45 pm | | Domyślne
Użyte znaczniki: , , ,

jeden komentarz

Eulala

Jeśli ktoś z uczestników chciałby dostać indywidualny komentarz odnośnie jego pracy, z tego konkursu, a także każdego następnego, wystarczy do nas napisać. Chętnie zajmiemy się utworzeniem takowego do każdego utworu.

Eulala, - 08-12-’15 14:55
(pole opcjonalne)
(pole opcjonalne)
(Ochrona antyspamowa)
Zapamiętać informacje o tobie?
Uwaga: Wszystkie znaczniki HTML poza <b> i <i> zostaną usunięte z twojego komentarza. Możesz dodawać linki wpisując po prostu adres URL lub e-mail.