Zerwać z przeszłością

Chciałoby się czasami

I wcale nie jest tak łatwo.

Dziś w ramach pisania o 1:23 napiszę kilka słów refleksji. Ot, takich małych, ulotnych odbić tego, co widziałem niegdyś własnymi czy tam cudzymi oczyma. Nie mam zbytnio siły ubierać to jeszcze jakoś głębiej w słowa, więc napiszę najprościej jak potrafię;

Zapraszam do rozwinięcia...

Mag podniósł z ziemi drobny kamień. Był całkiem szary, a fakturę miał dosyć gładką. Nie był cieplejszy, niż kostka lodu. W koło rozpościerała się pustynia. Lodowa pustynia...

Ale było w niej coś dziwnego. Nie czuł już zimna, choć to właśnie sugerował mu trzymany właśnie kamień. Pomachał zamaszyście ręką, jednak nie poczuł nawet oporu powietrza. Zupełnie jakby w ogóle nie istniało. Spuścił głowę i zrzucił z siebie cały bagaż i szaty. Prędko doszedł do wniosku, że na wiele mu się nie przydadzą. Z kieszeni płaszcza wyciągnął poręczny, składany plecak i wcisnął doń bez problemu wszystkie niepotrzebne graty. Zostawił sobie tylko lekką kamizelkę, cienką koszulę i spodnie. Zarzucił bagaż na plecy i spojrzał w stronę horyzontu, gdzie w oddali ujrzał trzy wielkie kolumny. Bez większego namysłu ruszył w ich stronę, kopiąc wielki, szary kamień identyczny do miliardów innych na tej pustyni.

* * *

Strasznie tracił poczucie czasu. Nie wiedział już ile idzie, ale słupy nie przybliżyły się ani trochę. Gdzieś w ich pobliżu ujrzał duże skały, albo tak przynajmniej się mu zdawało. Jako że były one jednak lekko odchylone jego azymutu, postanowił zboczyć nieco i sprawdzić czym one w rzeczywistości są. Wkrótce jednak okazało się, że się pomylił, nie były to powiem żadne kamienie, lecz grupka ludzi siedzących przy niewielkim ognisku. Im bardziej się do nich zbliżał, tym wyraźniej widział z czym ma do czynienia, jednak otaczała go coraz większa ciemność. Nawet nie zauważył kiedy stał przy ognisku w środku nocy.

Siedziała przy nim łącznie piątka ludzi. Jedna z dwóch dziewczyn dźwięcznie przygrywała drugiej na gitarze, gdy ta nuciła nieznaną mu piosenkę w obco brzmiącym języku. Wśród pozostałych rozpoznał jednego młodzieńca. Siedział cicho, sam, niejako lekko oddalony od reszty. Mag dopiero teraz zdał sobie sprawę, że chyba nikt go nie zauważył, a przynajmniej nikt nie zwrócił na niego uwagi. Podszedł do tego siedzącego na uboczu chłopaka i siadł obok niego, po raz pierwszy od dawna czując bijące od ognia ciepło.

– Co tu robisz? – spytał w pustkę chłopak. Mag zawahał się na chwilę, nie będąc pewnym do kogo było skierowane to pytanie.

– Ja? – chciał się upewnić, jednak tamten nawet nie drgnął. Wciąż wpatrywał się w skaczący z wolna ogień. Dźwięki gitary kontynuowały melodię, idealnie rysując widziany tyle razy obrazek.

– Czemu tu jesteś? – ponownie spytał młodzieniec. Nie zdawał się jednak oczekiwać odpowiedzi. Dopiero teraz Mag zwrócił uwagę na małą książkę leżącą między nimi. Podniósł ją bacznie obserwując wszystkich w koło, jednak ciągle nikt nie zwrócił nań ani trochę uwagi.

W międzyczasie gitara lekko przycichła, po czym rozbrzmiała nową melodią, tym razem przypominającą jakieś dawno zapomniane wspomnienia, jednak nic konkretnego.

– Zabierz mnie stąd – rzucił nagle chłopak, odwracając się w stronę Maga.

– Co tu robisz? – ten spytał zaciekawiony.

– Jestem – odparł beznamiętnie, wskazując palcem na trzymaną przez czarodzieja książkę. Nie miała tytułu, ani autora, nic. 

– Co to jest? – kontynuował kolejnym pytaniem.

– Ja...

Otworzył książkę, jednak z zawodem stwierdził, że była ona całkowicie pusta. Szybko ją przewertował, jednak nie znalazł ani liter, ani obrazów.

– Uwierz – rzucił cicho chłopak, opuszczając głowę.

Mag przez chwilę jeszcze studiował pusty papier, po czym zamknął oczy. Nie był pewien, czy dobrze zrozumiał intencje swego "rozmówcy". Kiedy je powoli otworzył, ujrzał na środku strony wielkie litery, które głosiły:

Szuka jej Złodziej, szuka jej Mag

Na chwilę się przestraszył, jednak doszedł do wniosku, że woli nie wracać do reszty książki. Wyjął z kieszeni kamizelki pióro i atrament, po czym wyciągnął je w stronę chłopaka. Ten jednak pokiwał przecząco głową:

– Tak jak każdy jest kowalem własnego losu, tak nie możemy nadpisać własnej historii.

– Sam widziałeś puste kartki, prawda?

– A Ty czym jesteś, przybyszu? Jaka jest Twoja historia?

Mag zawachał się słysząc te słowa. Kiedyś już przeżył tę przygodę, jednak nie takie było jej zakończenie.

– Nie możemy nadpisać własnej historii... – zaczął cytować młodzieńca, ten jednak wszedł mu w słowo:

– Nie, nie swoją.

Mag otworzył usta, ale powoli je zamknął. Nie było już innych ludzi przy ognisku, ale gitara dalej grała w oddali.

– Kim jesteś i co tu robisz? – spytał nagle Mag, nie powinno Cię tu być!

– Czyżby? – odparł znów beznamiętnie młodzieniec. – Czasami chciałoby się zerwać z przeszłością, co nie?

"To nie tak miało się skończyć!" tylko taka myśl rozbrzmiewała teraz w umyśle Maga.

Marandil niedziela, 04 maj 2014 - 01:23 am | | Domyślne

Brak komentarzy

(pole opcjonalne)
(pole opcjonalne)
(Ochrona antyspamowa)
Zapamiętać informacje o tobie?
Uwaga: Wszystkie znaczniki HTML poza <b> i <i> zostaną usunięte z twojego komentarza. Możesz dodawać linki wpisując po prostu adres URL lub e-mail.