Konkurs poranny trwa nadal

Ponieważ dziś nie było spotkania Hurtowni, ani też nie ma jeszcze zbytnio co oceniać w naszym kolejnym  mini-konkursie, przedłużamy czas jego trwania do następnej środy. Troszeczkę naginamy też zasady, bo może faktycznie godzina 7.00 sama w sobie jest problematyczna. Niech to więc będzie po prostu poranna dla nas godzina, gdy możemy popatrzeć w okno i napisać wiersz inspirowany widokiem, czy może impulsem tego poranka.

Czekamy na teksty :)

justa środa, 30 październik 2013 - 8:41 pm | | Domyślne

cztery komentarze(-y)

Kinga.

“To co było kiedyś
dziś już nie ma znaczenia.
To co było kiedyś
jest krzywym odbiciem teraźniejszości.
To co było kiedyś
nie zapuka już do naszych drzwi.
To co było kiedyś
nie zajmie miejsca przyszłości.
To co było kiedyś
zostanie tam, gdzie jego czas.”

Kinga., - 05-11-’13 16:40
Patra

Dwa światy ze sobą splecione
Różne jak dwie krople wody
W sen wpada ciało zmęczone
W jawę wchodzi umysł wody
Zagadka przecież odwieczna
te przeciwległe bieguny
Rzecz może niebezpieczna
Lecz trąca o serca struny

Patra, - 20-11-’13 22:34
Julka

Wschodzi słońce. Uśmiechnęłam się pod nosem i zmrużyłam oczy przed rażącymi promieniami. Zakołysałam się na siedzeniu, gdy autobus znacznie przyśpieszył, a potem zwolnił. Wpatrywałam się jak zahipnotyzowana w okno próbując rozróżnić rozmazane kształty, jednak pęd pojazdu i ulewa szalejąca na zewnątrz znacznie mi to utrudniały. Znałam jednak tę trasę bardzo dobrze i mogłabym ją odtworzyć nawet z pamięci. Te obornickie i wilczyńskie lasy, te pola i łąki przed przystankiem “Kowale”, te kolorowe jednorodzinne domki w Droszowie… Doskonale pamiętam każdy zakręt, każdy przystanek. No, ale w końcu jeżdżę tą trasą od półtora roku, dzień w dzień. Niebo znowu przykryły ciemne chmury, zakrywając całkowicie wschodzące słońce. Przetarłam zaporowaną szybę rękawem kurtki. Bielutka mgła spowijała ziemię wokół jezdni, im dalej, tym gęstniej. Mgła… to lubię. Mgły są takie magiczne i tajemnicze. Wciąż nie rozumiem jak one powstają, co tylko potęgowało moje odczucie co do ich niezwykłości. W każdym moim opowiadaniu, gdy jest jakaś tajemnicza sceneria zawsze, ale to zawsze, musi być mgła. Mimo dość paskudnej pogody i faktu, że właśnie jadę do szkoły byłam uśmiechnięta i wesoła. Wiele osób nie lubi szkoły, bo jest dużo nauki, jest trudno, a nauczyciele robią kartkówki i sprawdziany na potęgę i straszą jedynkami na półrocze. Ja tam lubię szkołę. Mam tam moją przyjaciółkę, którą rzadko odwiedzam, bo daleko ode mnie mieszka, a bilety na busy są drogie, a z którą w szkole spędzam cały swój wolny czas. W szkole często się śmieje, znaczy częściej niż w domu. Z moją klasą nie da się nudzić. Praktycznie na każdej lekcji jest jakiś “przypał”. No, wyjątkiem jest polski. Wszyscy się boją polonistki, która jest również wice dyrą. Za to panowie od matmy i historii to dwójka najlepszych nauczycieli – zabawni, mili, ciekawi. Ogółem – fajni. Nie da się nie uśmiechnąć na ich lekcjach. Ta, to lubię. Autobus podskoczył na wyboistej drodze, a wraz z nim pasażerowie na swoich siedzeniach. W wyniku tego ‘podskoku’ z lewego ucha wypadła mi mała, czarna słuchawka. Szybko ją złapałam i wsadziłam na swoje miejsce. Nie mogłam pozwolić sobie na utratę choćby nutki tej piosenki. Jest zbyt fajna, bym straciła ulubiony fragment. Melodia grana była przez orkiestrę z wyróżnieniem 6 insturmentów – fletu poprzecznego, tuby, fagotu, skrzypiec, bębnów i pianina. Była cicha, spokojna… nie no, co ja gadam… może z początku. Potem, praktycznie na sam koniec (czyli mój ulubiony fragment) główne instrumenty, które do tej pory grały osobno lub w duetach tutaj weszły wszystkie. Zawsze wtedy przechodzą mnie dreszcze. To lubię. Podgłośniłam dźwięk w słuchawkach przyciskiem z boku telefonu i oparłam czoło o szybę. Autobus wjechał na małe rondo i skręciwszy w lewo zatrzymał się na pierwszym przystanku, znak, że podróż dobiega końca. Zdziwiłam się, jak szybko minął mi czas na samym myśleniu. Między Obornikami a Trzebnicą jest niecały kwadrans drogi, jednak jest to zmienna zmienna. Zależy od tego jaka jest pogoda, szybciej bus dojedzie w ciepły, letni dzień na suchej nawierzchni, niźli na przykład w śnieżycę. Wyciągnęłam z leżącego obok mnie na siedzeniu plecaka małą, składaną parosolkę, zmieniłam piosenkę w komórce i wyszłam z busa, gdy dojechał do mojego przystanku. Schowałam telefon do kieszeni kurtki i szybko rozpostarłam nad sobą ochronną barierę. Ruszyłam drogą w stronę oddalonej spory kawał od przystanku szkoły nucąc pod nosem słuchaną właśnie piosenkę. Teraz puściłam sobie coś żywszego, by nie zasnąć pod drodze. To lubię, żywe i skoczne piosenki, które zmuszają nogi do tańca wbrew Twojej woli. Podrygując do rytmu przemierzałam bezkresne stepy chodnika. Co jakiś czas, gdy odpływałam myślami za daleko musiałam się wracać do rzeczywistości, bo zaczynałał cicho śpiewać tę piosenkę. Ona jest po prostu zbyt uzależniająca, chwytliwa i dobra, by jej nie śpiewać. W końcu słuchałam jej w domu tyle razy, że po jakimś czasie tekst wrył mi się w pamięć. Hańbą i obrazą dla znakomitego autora tej piosenki i hipnotyzującego głosu wokalistki byłoby nie zaśpiewanie jej. No, ale jakby to wyglądało, jakbym nagle zaczęła śpiewać na korytarzu szkolnym “I love video gaaaaaaaaaaaaaaaaaames~!”? Z pewnością dziwacznie. Potrząsnęłam parasolem, żeby nagromadzone krople deszczu opadły na ziemię. To lubię. Nie deszczyk, lecz ulewa. Najlepsze są ulewy bez parasolów, no ale dziś musieli mi wcisnąć go do plecaka. Mech… Doszłam do budynku szkoły. Odbiłam kartkę szkolną i zaczęłam wchodzić po kręconych schodach. To lubię, ten znajomy, swojski zapach. Powiadają, że każde mieszkanie lub dom ma swój własny charakterystyczny zapach. Tak jak nasza szkoła. Po chwili doszłam pod salę od matematyki. Cała moja klasa siedziała pod ścianą, ślecząc nad podręcznikami i zeszytami. No tak sprawdzian… Tjaa… tego NIE lubię.

Julka, - 27-11-’13 09:29
Nika

Piękna, gęsta mgła rozlewała się jak mleko, po polach i rozrzedzała w pierwszych promieniach słonecznych. Cała fauna i flora powracały do życia po długiej czarnej nocy. Jednak jak to o tak wczesnej porze bywa mimo obudzenia się zwierzęta były ospałe i nie za bardzo skore do działania. Ptaszki zaczęły śpiewać wyuczoną do znudzenia melodię by pozostali mieszkańcy otrząsnęli się ze snu. Lekki lecz mroźny i nieprzyjemny wiatr poruszał leniwie kłosy pszenicy i żyta. Niedaleko pól stało kilka domków jednorodzinnych w nudnym, wyblakłym odcieniu żółtego. Po chwili z jednego z domów rozległ się szczęk zamka –płosząc, już całkowicie rozbudzone, zwierzęta –i na dwór wyszli nudni, senni ludzie. Szare twarze nie wyrażały żadnych emocji, a ciała emanowały niechęcią do wszystkiego dookoła. Wiatr zamarł jakby z przerażenia. Mrucząc pod nosem cała ludzka rodzina wgramoliła się do małego autka. Po chwili rozległ się warkot silnika i pojazd z trudem ruszył z miejsca. Długo się toczył nim wyjechał na asfalt by na prostej drodze już bez przeszkód przyspieszyć. Niedługo potem zniknął za lasem. Zwierzęta, upewniwszy się wpierw że jest bezpiecznie, wyszły z podziemnych kryjówek. Ni stąd ni z owąd rozległ się ogłuszający wystrzał. Stworzenia w popłochu uciekły taranując co starsze lub młodsze osobniki. Owy dźwięk dochodził z asfaltu a dokładniej z przeogromnych ciężarówek. Neonowo-żółta karoseria biła po oczach gdy pojazdy wjechały w wąską dróżkę prowadzącą do lasu pełnego przerażonych dzikich zwierząt. Tym nie pozostawało nic prócz ucieczki, ale nawet ona nie potrafiła zapewnić całkowitego bezpieczeństwa. Małym zajączkom serce biło tak szybko jakby zaraz miało wyrwać się z ich piersi i pogalopować byle dalej od tego strasznego miejsca. Wróbelki ze strachu zaczęły chaotycznie latać przez co nie jeden wylądował na drzewie. Jelenie i sarny zaczęły ryczeć chcąc wystraszyć nowoprzybyłych. Ciężarówki zaparkowały niebezpiecznie blisko. Jak dla jednego jelonka zbyt blisko. Oszalały z gniewu, strachu i rozpaczy, rzucił się na przednią szybę pierwszego pojazdu. Jego dostojne, rozłożyste poroże w jednej chwili połamało się a jemu samemu pękło serce. Ludzie wysiedli z kokpitu i… zaczęli się śmiać. Dwaj mężczyźni przywłaszczyli sobie po jednym porożu i wzięli si za ścinanie drzew. Z każdym kolejnym dniem umierało coraz więcej zwierząt, a z dawniej bujnego lasu zostało martwe pole z gołymi pniami. Miejsce gdzie jeszcze nie dawno żyły duże dorodne jelenie, śliczne szare zajączki, rude wiewiórki, czy różnorodne ptaki, zmieniło się w cmentarz. Po kilku dniach robotnicy odjechali i już nie wrócili. Nikogo nie interesowało to miejsce. Ludzie znaleźli inne tereny do wycinania drzew.

SZANUJ NATURĘ ALBO CZEKA CIĘ TEN SAM LOS CO STWORZENIA, KTÓRE UŚMIERCIŁEŚ!!!

Nika, - 27-11-’13 09:38
(pole opcjonalne)
(pole opcjonalne)
(Ochrona antyspamowa)
Zapamiętać informacje o tobie?
Uwaga: Wszystkie znaczniki HTML poza <b> i <i> zostaną usunięte z twojego komentarza. Możesz dodawać linki wpisując po prostu adres URL lub e-mail.