Po dłuższym milczeniu

(istnieję, choć przez brak czasu, nie zawsze)

Niezmiennie z kubkiem kawy przed sobą, siadam by coś napisać. Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy by nie zacząć nieco skrobać o muzyce, której słucham, a dokładniej o jakości płyt (bazując głównie na winylowych wydaniach), bo niestety jakość (nie treściowa, acz techniczna) płyt ostatnio jest często kiepska, co mnie irytuje.

Wracając do poezji, zapraszam poniżej.

jesień w płomieniach

jesienią bywa ciepło
choć tylko eukaliptus
pozwala oddychać
a słońce nie daje sił

zapomniany pałac
jest ucieczką
od betonowej szarości
ugrzęźnięcie z czekoladową
w latach dwudziestych było
nieco pozorne

rzeczywistość jednak
istnieje
obowiązki usiadły
znów na plecach
opierając się
na kawie
wznoszę ciało

spoglądam
otaczam ramieniem
chłonę radość
spowalniam czas
w żyłach krąży
coraz więcej endorfiny

z kostką czekolady
trzymaną w wargach

MadScientist sobota, 26 październik 2013 - 10:45 pm | | Domyślne

jeden komentarz

Justa

Dobrze znów przeczytać Twój wiersz, kwintesencja jesieni.

Justa, - 27-10-’13 07:38
(pole opcjonalne)
(pole opcjonalne)
(Ochrona antyspamowa)
Zapamiętać informacje o tobie?
Uwaga: Wszystkie znaczniki HTML poza <b> i <i> zostaną usunięte z twojego komentarza. Możesz dodawać linki wpisując po prostu adres URL lub e-mail.