Nowe zdjęcie, to może nowy mini konkurs;)

Zapraszamy wszystkich do pisania!

Zdjęcie zostało zrobione wczoraj na naszym spotkaniu przez Mizgałę. Tym razem proponujemy pisać wiersz lub tekst inspirowany zdjęciem o g. 16.00 lub w okolicach tej godziny. Możecie go pisać dziś o 16.00, jutro i każdego następnego dnia aż do przyszłego wtorku, na środowym spotkaniu znów ocenimy (głosować będą członkowie Hurtowni, którzy sami nie będą pisali wiersza do zdjęcia), na zwycięzcę znów będzie czekala nagroda książkowa lub, jeśli nam się wyjątkowo tekst spodoba, nagroda niespodzianka :)

justa czwartek, 17 październik 2013 - 11:25 am | | Domyślne

pięć komentarze(-y)

Patra

Kurz wciąż zalega w księgarni marzeń
Tracą znaczenie rymy i słowa
Jaki sens życia, to czas pokaże
Kurz wciąż zalega w księgarni marzeń
Tyle jest myśli i nowych zdarzeń
Na które nie jestem dziś gotowa
Kurz wciąż zalega w księgarni marzeń
Tracą znaczenie rymy i słowa

Patra, - 18-10-’13 16:03
Eliza-Łucja

Pomnik na barkach gigantów wzniesiony;
Odwieczny Babel, który dzielą miliony;
Magia jak wrota łączy Bytu strony;
Komunia ludzi, maszyn, Pan objawiony!

Słucham, czytam, gromadzę tę wielkość w umyśle,
Aż umysł się przeleje i z uszu wytryśnie.

Eliza-Łucja, - 19-10-’13 13:28
Herzfeld

siedzę tak w kratkę
nie całkiem poróżniony
papierowa postać
żaden bohater

nie zwykłem się dzielić
mnożyć nie powinienem
dodać? do kogo?
działanie
nie leży w mojej naturze

na Galapagos jest 16.00
i żółwie

Herzfeld, - 21-10-’13 22:53
GRZ

Gdzieś pomiędzy tomami, wiersze, słowa i litery
Liryka życia przytłacza, wyznacza puls atmosfery
Na grzbiecie grzbiety, to papier, momenty to atrament
Tysiąc i jedna tajemnica, przeredagowana w lament
A kiedy ciężar decyzji, zagoni w ślepy zaułek
Nadejdzie sąd ostateczny, wszyscy spadniemy z tych półek

GRZ, - 22-10-’13 21:20
nie wiem

Kiedy się obudziła, budzik kupiony w zeszły weekend w ikei, wskazywał bezlitośnie 16.00. Nie przejęła się zbyt tym faktem, bo bez wątpienia był to tylko fakt, po prostu była to godzina szesnasta. Nie szesnasta jeden czy za pięć szesnasta, choć każda inna godzina wzbudziłaby w niej te same emocje – a raczej ich brak.

Leżała tak przez dobry kwadrans, wpatrując się we wskazówki, które dość niezgrabnie wybijały takt, przecinający wibrujące cząsteczki powietrza. Przez zasunięte pośpiesznie zasłony przebijały się sznury światła, w których w rytm muzyki tańczył kurz. Zaciągnęła się nim. Poszewka poduszki pozbawiona była jakichkolwiek zapachów tak, jak i reszta pościeli. Tylko ostry zapach lawendy wymieszany z nieznanym jej wcześniej drażnił receptory w nosie. Obróciła się się na drugą stronę i zamarła na kolejne kilka minut, po czym obejrzała się za siebie, zerkając na budzik. Usiadła na rozłożonej wersalce.

Obok niej leżał chyba mężczyzna, co można było poznać po wielkości zajmowanej powierzchni. Leżał, bo teraz pozostał tylko po nim ślad. Dotknęła poduszki, na której pozostało jeszcze wgłębienie i kilka miękkich, prostych włosów. Zrobiła to bardzo ostrożnie i delikatnie, by nie naruszyć nowej struktury. Przesunęła ręką na pościeli, która była jeszcze ciepła. Niewątpliwie leżał tu mężczyzna i to jeszcze z godzinę temu. Pochyliła się i nabrała powietrze do płuc. Poczuła owy nieprzyjemny zapach.

Jak znalazł się tu mężczyzna, dlaczego już go nie ma, a budzik pokazuje 16.00 (teraz 16.25)? Zakryła usta ręką i zawiesiła wzrok na pyłku, wirującym w jaskrawej strudze. Był tak beztroski w swoim tańcu, że aż poczuła brak w sobie. Dobiegał z środka, może poniżej pępka. Pęczniał tam. Pomału.

Zamknęła oczy i znalazła się pomiędzy rzędem regałów. Było ich naprawdę dużo, a każdy z nich przepełniony książkami o mieszających się zapachach. Na pierwszy węch poczuła świeżo mieloną niemiecką kawę i beyonce pulse o przeważającej nucie cytrusowych owoców. Byłam tu wczoraj, pomyślała. To dziwne, dlaczego właśnie tu się znalazłam, szepnęła. Stała pomiędzy półkami, a nie przy wejściu do miejskiej biblioteki czy na początku regału. Musiało to być istotne, skoro znalazła się właśnie tutaj. Spojrzała na półkę, na wysokości wzroku i zauważyła małą, czarną książkę. Była to zwyczajna czarna książka jakich mnóstwo w bibliotekach. W porównaniu do innych ta nie miała żadnego tytułu na grzbiecie. Sięgnęła po nią i obejrzała z każdej strony. Otworzyła ją i przekartkowała, ale był to tylko kawałek sklejonych ze sobą pożółkłych kartek, owiniętych czarną tekturą. To dziwne, pomyślała, podciągając nogi do siebie i obejmując je.

Po chwili odłożyła książkę, myśląc, że to jakaś pomyłka. Przeszła kilka kroków i sięgnęła po książkę z mocno różową okładką. Przepraszam, usłyszała dwadzieścia centymetrów nad sobą. Był to chłopak w mniej więcej w jej wieku. Dość potężny, średniej długości, ciemne włosy i zielone oczy. Dopiero potem zwróciła uwagę na jego bladą twarz. Była biała jak kartka papieru i naznaczona tysiącem pieprzyków. Przyszło jej do głowy, że można by było wziąć długopis i przechodząc nim przez każdy czarny punkt, pokryć twarz chłopaka kratką. Wtedy też pomyślała, że nasze twarze są jak papier, gotowe przyjąć wszystko. To inni rysują na nich.

Chłopak podszedł do regału i sięgnął po czarną, niewielką książkę. Chciała powiedzieć coś w stylu, Ej, tej książki szukasz? Tam nic nie ma, ale chłopak przewertował książeczkę, na której stronach zaczęły pojawiać się znaki, równania tak, jakby oglądało się pracę malarza na żywo, i ściskając ją w ręce, poszedł dalej. A ja poszłam za nim, powiedziała to tak, jakby coś odkrywała; coś czego ludzie nie potrafili wymyślić przez wieki. Dotknęła podbrzusza i pomyślała o braku, który wcześniej poczuła. Prześcieradło obok było już zimne.

nie wiem, - 22-10-’13 22:13
(pole opcjonalne)
(pole opcjonalne)
(Ochrona antyspamowa)
Zapamiętać informacje o tobie?
Uwaga: Wszystkie znaczniki HTML poza <b> i <i> zostaną usunięte z twojego komentarza. Możesz dodawać linki wpisując po prostu adres URL lub e-mail.