Słowa Sp. z o.o.

Tytuł wpisu zaczerpnęłam z wiersza poety irlandzkiego Trevora Conveya („Words Inc.”).  U nas nad Atlantykiem leje kolejny miesiąc. Można by zwariować, ale piszemy.  

Trevor, wywiesił ogłoszenie w starej ksiegarni, że planuje stworzyć małą grupę poetycko-pisarską w Galway (w mieście irlandzkim nad Atlantykiem, w którym aktualnie mieszkam). Tak się znaleźliśmy, pięć osób. Pierwsze spotkanie odbyło się w miniony poniedziałek, w pubie Monroes. Wszyscy przyszli podekscytowani i wyszliśmy bardzo ożywieni. W grupie jestem jedyną cudzoziemką, pozostali są Irlandczykami. Byłam nie lada przestarszona, że nagle zaczynam pisać i dyskutować o pisaniu po angielsku, ale dałam radę, bo ludzie okazali się bardzo otwarci i z zaciekawieniem słuchaliśmy siebie nawzajem, oraz komentowaliśmy swoje wiersze i opowiadania. Wcześniej organizator spotkania przysłał nam wszystkie teksty, byśmy mogli je dokładnie przeanalizować. Czułam się tam trochę jak na spotkaniu Hurtowni, tylko, że  za morzem.  

Parę tygodni wcześniej w kawiarni „37” zrobiliśmy wspólne warsztaty poetyckie  z Lilką, która przyjechała do mnie w odwiedziny i z Erickiem, francuskim, miejscowym poetą.

Wymyśliliśmy następujące słowa:  stuck, drop out, take off, purify, bloom, arcade, fragrant, west, dust, running, tiny, spinach i napisaliśmy wiersze, po angielsku.

Dzięki temu ćwiczeniu napisałam swój pierwszy wiersz anglojęzyczny, choć nie było to wcale takie proste. 

Chciałabym Was zaprosić do wspólnego połączenia poetyckiego przez morze. Może spróbujecie napisać wiersz z podanych słów po angielsku lub po polsku, jak kto czuje? Wszystkie teksty sprawią nam tu w Galway wielką radość, więc chwytajcie za pióra i klawiatury i wpisujcie wasze utwory w komentarzach. 

A poniżej zamieszczamy nasze wiersze z tego ćwiczenia:

Wiersz Lilki:

Freedom

Dropping out free in the sky

of fragrant tarragon

The blooming arcade is such a lie

purification, running – gone.

Tiny parsnip in a bunch

showing its spinach-like face

west of Ireland – just a munch

of being stuck as if in a –

suitcase.

Plastic take-off, a narrow escape

escalator, window, free

all in dust, terrified of tape

just RECORD

instead of BE.

Wiersz Erica:

Purify

Tiny plastic particles

filled up the air like stuck dust

There on,

my mood took off

West ward

Echoes of good humor, running

like surround sound

Drooping out that withered spinach for a fresh one

Crowning my senses with fragrant tarragon

in full bloom down the arcade

Wiersz Margaretki:

drop out

I  feel tiny on this chair

dust in mouth

take off fragrant taste of tarragon

stuck in the West

immediately

running purify the plastic eyes

let it bloom

munch away spinach

under the arcades

Margaretka | niedziela, 21 luty 2016 - 9:27 pm | | Domyślne | Brak komentarzy

Lutowy mini-konkurs

Tym razem w konkursie narzucamy pierwszą linijkę Waszego wiersza:

"Trudno nawet wybrać przymiotnik" (Wallace Stevens)

A reszta należy już do Was.

(więcej)

Myśliwy | wtorek, 16 luty 2016 - 12:06 pm | | Domyślne | Osiemnaście komentarze(-y)
Użyte znaczniki: , , ,

styczniowe wyniki!

(więcej)

kaa | wtorek, 09 luty 2016 - 2:19 pm | | Domyślne | Dziewięć komentarze(-y)
Użyte znaczniki: ,

Sens życia

albo bezkresna ciemność kosmosu

Tak, mamy ferie od tygodnia, ale oczywiście kto ma ten ma, trzeba pamiętać, że studenci mają sesję czyli więcej pracy lub stresu niż normalnie. Ale co tam i sesja minie. A skoro czas wolny, to bywa, że może doskwierać brak natchnienia. Paradoksalnie w takim czasie wolnym, gdy chemy zrobić dużo różnych rzeczy, na które na codzień brak czasu, może nam zacząć doskwierać brak natchnienia. Dzieje się to nam, czyli tym, którzy piszą, lubią pisać. Dzieje się tak dlatego tylko, że chcielibyśmy coś napisać, ale albo czasu za mało, albo jakoś się nie składa, nie ma atmosfery. Czy jest na to recepta? Nie wydaje mi się. Czasem po prostu trzeba od pisania wziąć urlop na rzecz przeżywania, a jak się w nas nagromadzi, to napiszemy, nawet po długim czasie. Mam taki pogląd, że jak bardzo  potrzebujemy wypisać się, coś zatrzymać w słowach, zanotować, to tak się dzieje i już. Te słowa zwyczajnie same się będą pchać na światło. Ale wszystko ma swój czas. Bywa jednak i tak, że coś w nas jest gotowe i trzeba temu trochę pomóc, jakimś bodźcem typu ćwiczenie, konkurs, prośba kogoś. Okazuje się wtedy, że niby potrzeby nie było, a jednak powstał całkiem niezły wiersz. Dopiero z tego wiersza odczytujemy sami, że coś w nas drzemało. I to zwyczajnie ma sens, ktoś to odczytuje, komuś się przydaje, a bywa, że i nawet nam samym. Wszystko to zależy oczywiście od wielu czynników, kóre wcale nie chcą być obiektywne. Właśnie dlatego warto próbować, gdy tylko nadarzy się okazja :) Bo i okazja może uczynić poetę ;)

Ps. Tytuł postu zaczerpnięty z opowieści dla dzieci autorstwa Lotty Olsson i Marii Nilsson Thore

justa | czwartek, 04 luty 2016 - 11:47 pm | | Domyślne | Dwa komentarze(-y)
Użyte znaczniki: , , , , , ,